Od Wielkanocnego Zajączka dostałam piękny, fioletowy rower. Do dzisiaj nie miałam okazji na nim pojeździć. Święta spędziliśmy u rodziców, a zaraz potem miałam zjazd w szkole.
Dopiero dzisiaj pojechaliśmy odwiedzić (po raz pierwszy) „Cudowną Kapliczkę” w, wydawało nam się, pobliskim lesie. Chciałabym napisać, że było cudownie. Owszem, było cudownie przez pierwszą część wycieczki, do momentu dotarcia do Kapliczki. Kapliczka jest malutka, ale ma klimat. Znajomi już dawno mi o niej opowiadali. Znajduje się tam duża sosna, na której wisiał kiedyś krzyż. Na początku lat 80. znajdujący się w pobliżu torów kolejowych las spłonął. Nie spaliło się jedynie jedno nietypowe drzewo – z jego pnia wyrastają dwa dodatkowe. Wszystkie nowo posadzone drzewa są od niego dużo, dużo mniejsze.
Więc, owszem, było fajnie do tego momentu. Potem już nie było tak pięknie. Łącznie przejechaliśmy 23 km. Okazało się, że to dla mnie za dużo, jak na pierwszą wycieczkę od trzech lat (nie miałam roweru). Pod koniec jazdy nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Byłam tak zmęczona, że nie miałam siły trzymać kierownicy. Miałam też za cienkie ubranie i dostałam dreszczy. Ciekawe, czy jutro będę mogła się ruszać? Jednak wycieczkę oceniam na plus. Oprócz dużego wysiłku i odwiedzenia Kapliczki był tez dodatkowy bonus – 1360 spalonych kalorii!

Dojechaliśmy. Mąż szybciutko zrobił mi koktajl zblendowanych owoców (banan, mango, pomarańcza) z jogurtem.
Zrobiliśmy tez sobie zdrowy obiad – jajka ze szpinakiem w kokilkach.
Składniki:
- 1 opakowanie mrożonego szpinaku
- 3 – 4 ziemniaki
- 7 pieczarek
- 4 jajka
- mleko
- przyprawy (czosnek, sól, pieprz)
Ziemniaki podgotowujemy około 5 minut i kroimy plasterki. Pieczarki kroimy w plasterki i lekko dusimy. Szpinak również dusimy z odrobiną mleka, przyprawiamy czosnkiem i solą. Następnie w kokilkach układamy warstwami: ziemniaki, pieczarki, szpinak i w każdą kokilkę wbijamy po 2 jajka. Przyprawiamy. Zapiekamy około 20 – 25 minut w temperaturze 200 stopni. Pysznie i zdrowo.
A teraz idę wziąć Fervex i kładę się do łóżka.
Życzę udanego długiego weekendu!
Iwona




2 May, 19:26
zazdroszczę wyprawy.
Wczoraj próbowałam doprowadzić swój wehikuł do porządku.Niby mi się udało ale dziś okazało się, że potrzebna jest męska ręka znająca się na oponowych wnętrzościach. Tak wiec na rowerowe wyprawy to ja sobie jeszcze poczekam
pozdrawiam
3 May, 09:23
Może kiedyś pojeździmy razem?
4 May, 12:33
też lubię jeździć rowerem, ale od piątku coś w nim zgrzyta i boję się jechać dalej. Też wymaga męskiej ręki.
4 May, 13:49
Kurcze, co my byśmy bez tych naszych Mężczyzn zrobiły? O mój rower tez dba ukochany. Ściskam.
4 May, 21:13
Szkoda, że rower nie jest różowy, hehe
Ładną zafundowaliście sobie wycieczkę, 23 km!! Kapliczka rzeczywiście warta zobaczenia, taka malutka 
Znakomicie wygląda obiadek, mmm… Żeby jeszcze moi domownicy zechcieli takie coś jadać, oni tylko marudzą, kiedy coś wymyślam :/