Nadszedł „tłusty czwartek”, pączkowe szaleństwo, które u mnie zaczęło się niemal od samego rana. W pracy zamówiono cały duży karton świeżych, wypieczonych, polukrowanych pączków z marmoladą. Z wielką przyjemnością i bez skrupułów zjadłam dwa. Trzeciego, z cukrem pudrem, kupiłam sobie sama. Idąc do drugiej pracy kupiłam w cukierni jeszcze cztery pączki: dwa z budyniem i dwa z marmoladą. Tym razem ja pochłonęłam jednego z budyniem, a mąż – trzy pozostałe. Wieczorem spotkałam się z koleżanką Anią i…. przy kawce zjadłam ostatniego (piątego!) pączka. Koleżanki w pracy sprawdziły ilość kalorii zawartych w przeciętnym pączku – taka pychota liczy sobie ich 200. Więc generalnie pochłonęłam dzisiaj 1000 dodatkowych kalorii. Cóż… bywa. W tym wielkim obżarstwie miałam jednak malutkiego sprzymierzeńca – morwę białą.
Jest to suplement diety w postaci tabletek lub herbatki. Ja miałam tabletki kupione dzień wcześniej w aptece. Dzięki działaniu morwy białej część cukru z potrawy pozostaje niestrawiona i jest wydalana z organizmu, co pomaga także utrzymać prawidłowy poziom cukru we krwi. Dodatkowo preparat zmniejsza chwilowe łaknienie na słodycze (chociaż dzisiaj tego nie zauważyłam ☺). Morwę należy przyjmować na pół godziny przed posiłkiem, tudzież – przed słodyczami.
Opakowanie 30 tabletek kosztuje około 12 zł. Na co dzień jednak nie zażywam morwy. Robię to tylko wówczas, gdy jem dużo słodkiego, a to często się nie zdarza.
ŚCISKAM WSZYSTKICH PĄCZKOŻERCÓW !

5 March, 11:37
mimo postanowienia, dołączyłam do pączkożerców. Zjadłam 2. Szkoda, że wtedy nie wiedziałam o istnieniu morwy białej:-)