0

Wróciłam z Warszawy, ze zjazdu. Ale mimo zmęczenia podróżą chcę coś napisać.

W stolicy miałam trening intrapsychiczny. Niektórzy z Was mogą nie wiedzieć, co to jest.     W bardzo dużym skrócie, to takie zajęcia, na których przyglądamy się własnym sprawom, trudnościom, czymś, co nas niepokoi itp. Czasami dotyczą one przeszłości, a czasami teraźniejszości. Trening trwał 4 dni. Po raz kolejny zrodziło mi się wiele uczuć i refleksji. Jedną z nich chcę się z Wami podzielić:

To mój dziesiąty rok pracy. Przez 5 lat pracowałam z Poradni dla Rodzin. Spotkałam na swojej (nieco krótkiej) zawodowej drodze rodziny z różnymi problemami: alkoholizmu, narkomanii, przemocy, porzucenia dziecka, rozwodu i innymi kryzysami. Obecnie też bardzo często mam do czynienia z rodzinami…

Ja, Mama, Babcie i przyjaciółka Babci Jadzi.

W rodzinie różnie bywa. Są lepsze i gorsze czasy. Są kryzysy. Ktoś jest alkoholikiem, ktoś inny poważnie choruje, ktoś przeżył porażkę, a ktoś inny sukces. Są wypadki i pogrzeby, są wesela i narodziny. Są poważne rozmowy i chwile wspólnego relaksu. Czasami są zerwane kontakty i powroty. Jest płacz i złość, jest spokój i miłość, jest gniew i wybaczenie, jest bezsilność i wiele innych uczuć…

Nigdy nie jest tak, że jesteśmy zadowoleni ze swoich rodzin, lub poszczególnych bliskich osób, w 100 procentach. Z siebie samych tez nie zawsze jesteśmy zadowoleni. Miewamy do kogoś (lub do siebie) żal, pretensje. Dlatego dajmy sobie i innym prawo do błędów. Bez błędów nie ma poprawy, bez kryzysów – lepszej jakości. Mimo niedoskonałości warto kochać swoich bliskich. Pewnie, że mamy co im wytknąć, wskazać błędy (kto ich nie robi?), ale mamy też za co im dziękować (choćby za życie), okazywać wdzięczność.

Każda rodzina pisze swoją bajkę, swoją historię, czasem bywa ona bardzo dramatyczna… Ale każdy z nas jest współautorem takiej bajki i bądźmy z tego dumni. Nikt nie może być z niej wykluczony. Nikt. Każdy jest częścią większej całości i nawet, jeśli przebywa poza rodziną, to i tak pisze swój wątek.

Pozdrawiam…

P.S. A dieta? Przez te 4 dni jej nie było. Zwłaszcza, że mój serdeczny kolega – Sebastian codziennie rano przynosił do śniadanka pączki z adwokatem. Ale są ważniejsze sprawy niż trochę zbędnych kalorii…


Zostaw komentarz