0

W piątek zaprosiliśmy na obiad koleżankę z Wuppertalu. W tym dniu nie jadamy mięsa, a że dodatkowo unikamy smażenia, mąż postanowił przygotować sushi. Właściwie to nie jest dla nas żadna nowość. Rafał już kilka razy robił takie danie. Uwielbiamy sushi i jak tylko mamy okazję to idziemy do odpowiedniego baru lub restauracji. Najbardziej lubimy futomaki.

Na sushi kupiliśmy w dużym dyskoncie o niemieckiej nazwie następujące składniki:

♣ ryż biały,
♣ nori – „prasowane algi” (mnóstwo witaminy C),
♣ łosoś,
♣ paluszki krabowe w zalewie,
♣ awokado,
♣ ogórek zielony,
♣ anchois.

Czasami dajemy też natkę pietruszki i białą rybę, ale tej ostatniej nie znalazłam w żadnym sklepie, a z pietruszki zrezygnowaliśmy.

Nasze sushi to tak naprawdę imitacja, nie kupujemy świeżego tuńczyka po 200$ /kg, ryżu nie zakrapiamy octem ryżowym, nie używamy japońskiego ryżu ani marynowanego imbiru. Nasze składniki są o wiele łatwiejsze do znalezienia. Podobno długoziarnisty ryż do sushi się nie nadaje, jednak my po prostu rozgotowujemy zwykły ryż z worka. Wszystko to sprawia, że nasze sushi jest tanie, co nie znaczy, że gorsze od tego pochodzącego z polskich restauracji. Pozostałe składniki kroimy w cienkie paski. Każde nori przecinamy na dwa prostokąty. Na prostokącie rozkładamy uformowaną w wilgotnej ręce warstwę ryżu. Powinien się ładnie przykleić. Po środku wyciśniętego palcami rowka w ryżu kładziemy paseczki: kraba, łososia, lub anchovis, a do tego awocado i ogórka. Następnie zawijamy nori w ten sposób, aby ryż był dookoła pozostałych składników. Nori skleja się pod wpływem wody, więc końcówkę na całej długości należy zmoczyć palcami umaczanymi w wodzie. Następnie taki rulonik kroimy na kilka kawałków i układamy na talerzu. Sushi zazwyczaj jemy z sosem sojowym lub ze specjalnym sosem do tego dania imitujący sos teriyaki. Generalnie pewna popularna wietnamska firma, co ma w nazwie dwa razy kluczowe dla taoizmu słowo robi niezłe i niedrogie sosy. Do tego, jeśli ktoś ma ochotę na bardziej wyraźny smak, to można doprawić sobie odrobiną wasabi (z kupnem też nie ma problemu, ale trzeba uważać z tym dynamitem!). Przygotowanie nie jest trudne, tylko trzeba mieć na nie trochę czasu (ale też nie aż tak wiele), ale wierzcie mi – WATRO! Koleżance obiad bardzo smakował.

Sushi jest bardzo zdrowe i bardzo syte. Po kilku kawałkach człowiek czuje się najedzony. Nam często zostaje kilka kawałków, które wstawiamy do lodówki. Potem smakują równie wspaniale. Zachęcam Was do przygotowania tej pysznej potrawy. Jak ktoś nie lubi ryb lub owoców morza, niech doda uduszoną pierś z kurczaka i ananasa. Można eksperymentować do woli. Smacznego.

Iwona (znów na małej diecie, ale ogólnie zadowolona) ;-)


Zostaw komentarz