Witajcie!
Przez kilka dni się nie odzywałam, ponieważ byłam w szpitalu na badaniach. Okazuje się, że szpitalne jedzonko nie jest takie złe, ale przytyć na nim nie za bardzo się da. Na początku badań prawie nic nie jadłam, bo przez dwa dni cały czas musiałam być na czczo. Potem nadrobiłam te zaległości
Poza tym moi krewni i przyjaciele wiedzą, jakie mam preferencje żywieniowe i przynosili mi prawie same jogurty i owoce. Mój tato przebił w tym zakresie wszystkich. Przywiózł mi własnoręcznie przygotowaną galaretkę owocową z odtłuszczonym serkiem wymieszanym z galaretką. Galaretki posłodził słodzikiem. Było pyszne i nietuczące. Po tych całych badaniach nie będę chodzić na aerobik przez miesiąc, ale już za tydzień mogę pedałować na rowerze stacjonarnym. Tyle mi wolno. Dodam, że lekarz z oddziału, który widział mnie ostatnio dwa lata temu był w szoku z powodu mojego wyglądu. Nie mógł się nadziwić.
Wrócę teraz na chwilkę do mojego męża Rafała, który schudł już 17 kilo. Wszyscy znajomi, rodzina dostrzegają dużą różnicę w jego wyglądzie. A spodnie już odo dawna nosi na szelkach. Jeszcze 10 kilo i czeka go całkowita wymiana odzieży. Czeka nas spora inwestycja :0). Teraz, kiedy to piszę, Rafek gotuje właśnie dla nas kleik z otrębów, płatków owsianych i ryżu brązowego. Siedzi przy garnku i cały czas miesza, żeby się nie przypalił. Trwa to dwie godziny, ale wystarcza dla nas dwojga na wszystkie kolacje w ciągu tygodnia. Do kleiku dodajemy mleko lub jogurt + owoce (mogą być świeże lub suszone). Mąż jedna ręką miesza kleik, a drugą obsługuje laptopa. Cieszę się, że razem pilnujemy tego, co jemy. Tak jest dużo łatwiej. Dodam, że dzisiaj na późny obiad jedliśmy krewetki duszone z chińską mieszanką warzywną (bez ziemniaków). PYCHA!!
Co do mojej przyjaciółki Beatki to na ten moment, mimo stosowania diety, jej waga stanęła w miejscu. Wiem, że to normalne i trzeba ten czas przeczekać spokojnie i się nie denerwować. Ja też tak miałam. Każdy, kto się odchudza ma takie momenty. Natomiast Beatka mimo tego zastoju i tak już wygląda bardzo ładnie. Wczoraj oglądałyśmy katalogi z ubraniami i „zaznaczałyśmy”, co sobie kupi po zrzuceniu zbędnego tłuszczyku. Ja też bardzo teraz lubię kupować ubrania. Każda bluzeczka w rozmiarze „S” to dla mnie wielka frajda. Beatka cały czas chodzi na aerobik. Zauważyłam, jak bardzo poprawiła się jej kondycja.
Na tym kończę. Pozdrawiam Was serdecznie.
Pamiętajcie o otrębach!!!
Odchudzona Iwona :0)



18 May, 07:11
Skutecznie zniechecasz od odchudzania. Nie da sie tego czytac.
18 May, 17:47
To jak się zniechęciłeś to nie czytaj złośliwcze. A ja trzymam kciuki za najlepszą blogerkę SL!
18 May, 20:13
Do każdego przemawia coś innego. Pozdrawiam.
19 May, 14:54
Mam prawo wyrażać swoją opinię i nie jest to złośliwość. Szukałem czegoś konkretnego i zostałem skierowany tutaj. Nie czytam blogów, ale kolega chciał mi pokazać jak potrafią się katować kobiety i jeszcze do tego namawiać innych. Kolega schudł 50 kg i wyśmiewa takie sposoby.
19 May, 18:50
Chyba czytamy jakieś inne blogi, bo ja widzę, że autorka bardzo dobrze się bawi i do tego daje pożyteczne rady. Skoro dla Ciebie kolega jest wyrocznią to faktycznie nie ma sensu byś cokolwiek czytał a tym bardziej pisał, choć powiem szczerze, że poczytałabym bloga Twojego kolegi, bo jestem sceptyczna wobec “diet – cud, bez wyrzeczeń”.
20 May, 14:03
Ja też chętnie dowiem się na czym dokładnie polegało odchudzanie Twojego kolegi Mario. Bardzo trudno mi uwierzyć, że bez problemu i bez wyrzeczeń schudł aż tyle. Ciekawe też, ile zajęło mu to czasu.
Pozdrawiam Was oboje oraz wszystkich czytających.